We wtorkowe popołudnie w Dosze, stolicy Kataru, doszło do serii potężnych eksplozji. Jak się okazało, izraelskie lotnictwo przeprowadziło uderzenie wymierzone w przywódców Hamasu. Choć władze Izraela podkreśliły, że była to wyłącznie ich operacja, tamtejsze media podały, iż zgodę na atak na terytorium obcego państwa miał wyrazić prezydent USA Donald Trump.
Pierwsze doniesienia o wybuchach pojawiły się około godziny 15.00. Reuters informował wówczas o kłębach dymu nad dzielnicą Katara. Kilkanaście minut później izraelski dziennikarz Barak Ravid podał, że celem izraelskiego uderzenia byli liderzy Hamasu. Wspólny komunikat Sił Obronnych Izraela i agencji Szin Bet potwierdził, że izraelskie lotnictwo dokonało ataku, wykorzystując amunicję precyzyjną, aby ograniczyć straty wśród cywilów.
Choć w oficjalnym oświadczeniu nie wskazano miejsca ataku, komunikat zbiegł się z informacjami o eksplozjach w Dosze, gdzie od miesięcy przebywa kierownictwo Hamasu. „Jerusalem Post” podał, że celem operacji miał być m.in. lider organizacji Chalid Masza’al.
Biuro premiera Benjamina Netanjahu oświadczyło, że była to w pełni izraelska operacja. „Izrael to rozpoczął, Izrael to przeprowadził i Izrael bierze za to pełną odpowiedzialność” – napisano w komunikacie na platformie X. Jednocześnie izraelskie media informowały, że Donald Trump został wcześniej poinformowany i miał wyrazić zgodę na przeprowadzenie ataku.
Pojawiły się sprzeczne informacje dotyczące skutków uderzenia. Saudyjska telewizja Al-Arabijja podała, że zginął Chalil al-Hajja, jeden z głównych negocjatorów Hamasu w rozmowach o rozejmie w Strefie Gazy. Źródła Reutersa w Hamasie twierdzą jednak, że członkowie zespołu negocjacyjnego przeżyli atak.
Katarskie ministerstwo spraw zagranicznych ostro potępiło izraelski atak, podkreślając, że celem były „budynki mieszkalne, w których przebywali członkowie biura politycznego Hamasu”. Władze Kataru wezwały społeczność międzynarodową do podjęcia działań wobec „rażącego naruszenia suwerenności”. Krytyczne stanowisko wobec izraelskiej operacji zajęły również Arabia Saudyjska i Turcja, które określiły nalot jako niebezpieczny precedens i zagrożenie dla stabilności regionu.




