Elbląg, 15 sierpnia 2025 r., godzina 3:40. Na osiedlu przy ulicy Robotniczej jest cicho, większość mieszkańców śpi. To wtedy sąsiad wykonuje telefon na numer alarmowy. W zgłoszeniu mówi, że młody chłopak „skacze po dachach samochodów”. Kilka minut później na miejsce przyjeżdża policyjny patrol.
„Brak jest jakichkolwiek zniszczeń”
Z dokumentów wynika, że funkcjonariusze nie znaleźli dowodów potwierdzających zgłoszenie. W notatce policyjnej zapisano:
„W miejscu wskazywanym przez zgłaszającego brak jest jakichkolwiek zniszczeń”.
Mimo to podjęto decyzję o interwencji wobec 19-letniego Oliwiera. W tym samym raporcie funkcjonariusze odnotowali nową podstawę działania:
„Chodzi po trawie między blokami i sam do siebie mówi”.
Czy samotny spacer po trawie i rozmowa ze sobą w nocy może być uznana za przestępstwo? To pytanie stawiają dziś mieszkańcy Elbląga i prawnicy analizujący sprawę.
Gaz, pałka i kajdanki
Według relacji świadków i dokumentów, interwencja szybko przybrała brutalny charakter. Użyto gazu pieprzowego, pałki teleskopowej, a nastolatek został zakuty w kajdanki do tyłu. W notatce zapisano, że chłopak był „agresywny”, choć żadne nagrania z monitoringu nie potwierdzają takich zachowań.
Zdumiewa również fakt, że do obezwładniania nastolatka włączono osoby postronne. Policjanci pozwolili zgłaszającemu – sąsiadowi – trzymać zatrzymanego razem z nimi. Po chwili dołączył jeszcze jeden mieszkaniec osiedla.
„Ważył 61 kilogramów. Leżał na ziemi, skuty, a nad nim pochylało się czterech dorosłych mężczyzn” – mówi sąsiad, który widział fragment zajścia.
„Gdy wykonałam zabieg dotchawiczny…”
Chłopak stracił przytomność. Wezwano karetkę. W dokumentacji medycznej z SOR-u czytamy dramatyczne słowa lekarki:
„Gdy wykonałam zabieg dotchawiczny zaczęłam się dusić, nie mogłam złapać tchu, musiałam przerwać reanimację i poprosiłam kolegów anestezjologa i ogólnego. Byłam podduszona, a ten żel wciąż wypływał”.
Według lekarzy obecność gazu pieprzowego w drogach oddechowych chłopaka mogła utrudnić reanimację. Pomimo prób – masażu serca, intubacji, leków – Oliwier zmarł.
„Oliwier nie żyje”
Matka 19-latka usłyszała w szpitalu najgorsze słowa, jakie może usłyszeć rodzic. „Oliwier nie żyje”.
„Mój syn wyszedł z domu, był zdrowy, pełen życia. Wrócił do mnie martwy. Nigdy się z tym nie pogodzę” – mówi załamana kobieta.
Prokuratura w Ostródzie przejmuje sprawę
Śledztwo początkowo prowadziła prokuratura w Elblągu. Ze względu na charakter sprawy zostało ono przekazane do Prokuratury Rejonowej w Ostródzie, by uniknąć zarzutów o brak obiektywizmu.
Czy policjanci przekroczyli uprawnienia? Czy użycie siły wobec chłopaka, który – jak sami napisali w raporcie – „chodził po trawie i mówił do siebie”, było konieczne? I czy gaz, którego użyto, nie przyczynił się do tragedii?
Społeczność pyta o odpowiedzialność
Na ulicy Robotniczej płoną znicze. Mieszkańcy przynoszą kwiaty. – „To mogło być każde dziecko z tego osiedla. Każdy nasz syn” – mówi jedna z sąsiadek.
Organizacje społeczne domagają się szczegółowego wyjaśnienia sprawy. – „Nie może być tak, że spacer po trawie kończy się śmiercią. Musimy znać prawdę” – podkreśla przedstawiciel jednej z fundacji praw człowieka.
Oliwier miał 19 lat. Ważył 61 kilogramów. Zginął o świcie, skuty kajdankami, po interwencji, którą policja opisała jednym zdaniem: „chodził po trawie i mówił do siebie”.




